O autorze
Marcin Krawczyk - anglista, romanista oraz psycholog. Ukończył również podyplomowe studia dziennikarskie i pedagogiczne. Obecnie student prawa. Zawodowo zajmuje się tłumaczeniami, szkoleniami językowymi, HR oraz diagnozą psychologiczną i terapią. Interesuje się psychologią behawioralną i ewolucyjną, edukacją, prawami człowieka. W wolnych chwilach gra na gitarze oraz instrumentach: hammered dulcimer oraz Santoor. Ateista, pacyfista, wegetarianin.

Od 2006 roku jest członkiem Partii Zieloni, działa w kole poznańskim. Obecnie drugą kadencję jest członkiem Rady Krajowej i sekretarzem partii . Jest również członkiem poznańskiego stowarzyszenia Prawa do Miasta. Mieszka w Poznaniu.

List otwarty do Premier Beaty Szydło (lub Jarosława Kaczyńskiego - jak kto woli)

Szanowna Pani, w dalszej części listu pozwalam sobie zwracać się do Pani liczbie mnogiej z oczywistych względów. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na rzecz pilną i w pewnym sensie oczywistą. Oczywistą, niemniej wartą wyartykułowania w formie listu publikowanego w sposób otwarty. Oczywistą, ale jakże niespodziewanie ignorowaną i nie braną pod uwagę przez obóz rządzący. Podpowiadam tutaj nieco wbrew sobie, oraz mojemu środowisku politycznemu. Wbrew sobie, ale wciąż we własnym interesie. Wbrew sobie dlatego, że naturalnie i najoczywiściej w świecie nie należę, delikatnie rzecz ujmując, do grupy Państwa fanów, czy nawet zwolenników. Powiedziałbym, że brawurą byłoby określenie siebie samego jako umiarkowanego krytyka partii rządzącej. Niemniej realizacja tego, co podpowiadam zwyczajnie się Państwu opłaca, tak jak opłacałoby się każdej innej partii.

Dając Państwu dobrą radę i będąc jednocześnie członkiem innej partii politycznej - Partii Zieloni - mogę porównać siebie, nie popadając w nadmierną przesadę, do pilota kamikaze. Politycznego kamikaze, który w niepolitycznym sensie osiągnie korzyść, gdyby udało się zrealizować postulat listu. Tego spełnienia marzeń, tej nieoczekiwanej Gwiazdki, otrzymania ów prezentu bez okazji nie będę fetować jako jedyny, gdyż to prezent indywidualny i masowy zarazem, prezent dla na prawdę potrzebujących, ale i dla po prostu chcących i pragnących. Jestem przekonany, że do fety dołączą rzesze obywateli. Rzecz to, jak powiedziałem pilna, dodałbym teraz jeszcze – ważna i ze wszech miar słuszna.

Obserwuję jak Państwo działacie w polityce od lat i myślę, z czym pewnie niejedna osoba by się zgodziła, że nie będzie przesadą powiedzieć, iż niezłe z Państwa ziółka ( piszę to jako komplement, doceniając sprawność i wigor polityczny oczywiście – w innym sensie nie śmiałbym). Mimo to jednak nie dostrzegacie Państwo podstawowej rzeczy, umyka ona gdzieś Państwa bystrości umysłu i przenikliwości instynktu politycznego, być może przez zwyczajne roztargnienie spowodowane ogromem pracy na rzecz upodobnienia Polski do rzeczywistości Orwellowskiej, lub przez nadmierne wycieńczające pochylanie się nad Trybunałem Konstytucyjnym. Uchodzi uwadze sprawa kluczowa i obowiązkowa dla Państwa obozu politycznego. Jest to kwestia, jak mniemam strategiczna, która przyczyni się do zwycięstwa. Zwycięstwa w kolejnych wyborach i kontynuowania dobrej zmiany, aktualnie prowadzonej polityki państwa dobrobytu, potęgi militarnej, kraju powszechnej radości, bezpieczeństwa energetycznego dzięki błyskotliwej ustawie niszczącej OZE, walki o Puszczę Białowieską (mimo, że kornik nieustępliwy niczym Andrzej Rzepliński, na szczęście udaje się wycinać sędziów wokół – wszystko żeby zapobiec degradacji), państwa wolnych mediów – zwłaszcza publicznych i budowania w każdych kolejnych wyborach stałego oraz większościowego poparcia dla wiecznego prezydenta (myślę tutaj raczej o tylnim siedzeniu, z którego decyduje się kierunek tej jazdy bez trzymanki), a przede wszystkim kontynuowania idei państwa prawa oraz państwa sprawiedliwości. Wszystko to jest możliwe, wszystko to na wyciągnięcie ręki - zawsze PiS – orzeł Unii, jastrząb polityki wschodnio-centralnej Europy, prawy i sprawiedliwy wśród europejczyków.

Gdybym był w Państwa partii, na Waszym miejscu i podkreślam tutaj, że piszę od tego momentu z całkowitą powagą, to zaradziłbym temu bez wahania, gdyż sprawa nie wymaga wielkiego wysiłku z Waszej strony – jedynie dobrych chęci i odrobiny empatii. Jeśli nie z powodów etycznych, humanitarnych, w odruchu potrzeby pomocy cierpiącym, których widzimy czasami w mediach, a częściej spotykamy się w życiu codziennym, którzy błagają o ulgę jakiej z korzyścią dla siebie oraz swojej partii możecie Państwo dostarczyć, to może chociaż z czysto politycznej kalkulacji, powodowany zimnym rachunkiem politycznym, dla dobrobytu i głosu wyborcy – zalegalizowałbym Cannabis sativa. Zalegalizowałbym marihuanę i z taką właśnie prośbą i sugestią zwracam się w tym liście. Hodujmy, sadźmy, spożywajmy. Wszystkim nam się to opłaci.

Trwa ładowanie komentarzy...