NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Nie-święta wepchnięta na ołtarze

www.vice.com
Kanonizacja niezrównoważonej sadystki uprawiającej kult cierpienia, zabiegającej o względy tyranów, aby napełniać konta bankowe swojej fundacji i nie przeznaczającej powodzi darów na pomoc ludziom w imię walki z materializmem to wstyd i skaza na obliczu Kościoła.

Od wczoraj święta, Teresa mówiła że AIDS to "sprawiedliwa zapłata za niewłaściwe zachowania seksualne", a umierającym na raka odmawiała leków przeciwbólowych, żeby "cierpieli jak Jezus na krzyżu”. Masowy kult tej obrzydliwej postaci promowany przez Kościół Katolicki oraz wiele innych instytucji odciąga uwagę od jej prawdziwego, okrutnego, bezwzględnego i antyhumanitarnego oblicza.



Niezwykłym jest to, jak mało ludzi na skutek świetnego PR-u organizacji prowadzonej przez Matkę Teresę zdaje sobie sprawę z prawdziwego oblicza „dobroczynności” tej osoby. Aborcję bez mrugnięcia okiem i głębszej refleksji nad tematem nazywała mordowaniem. Christopher Hitchens w swojej książce o złagodzonym przez tłumacza tytule „Misjonarska Miłość. Matka Teresa w Teorii i Praktyce” (The Missionary Position. Mother Teresa in Theory and Practice - Pozycja Misjonarska) przytacza znamienne słowa: “Myślę, że jest rzeczą bardzo piękną, gdy biedacy z pokorą przyjmują swój los, dzieląc go z cierpieniem Chrystusa. Uważam, że świat odnosi wielkie korzyści z cierpienia biednych ludzi.” Tymczasem sama leczyła się w amerykańskich klinikach.



Nierzadko zszokowane okrutnymi obrazami cierpienia ludzkiego i braku pomocy owym ludziom wynikającego z jasnych poleceń Matki Teresy zakonnice należące do zgromadzenia uczone były, że przez przełożoną przemawia Duch Święty i okazywanie zwątpienia w jej decyzje było grzechem pychy. Zresztą system władzy oparty na bezwzględnym posłuszeństwie panujący w zakonach dla kobiet, a w przypadku zgromadzenia z Kalkuty jeszcze potęgowany bezwzględnością i nieograniczoną władzą Teresy świetnie opisała Marta Abramowicz w książce „Zakonnice odchodzą po cichu”.

Obłudnie głoszona pochwała dla idei ubóstwa zderzała się z ogromnymi sumami pieniędzy przekazywanymi w dobrej wierze przez miliony darczyńców, które to sumy zalegały na kontach organizacji, a mniej ważni ubodzy i chorzy cierpieli w tym czasie w schroniskach, którymi opiekowały się siostry. Dogmat okazywał się ważniejszy od realnego dramatu ludzi. Cierpienie zbliżało do Boga, a dla Matki Teresy to właśnie „duchowa pomyślność” jej podopiecznych była najważniejsza.

Szaleństwo i uwielbienie dla nie-świętej Teresy trwa, a od wczoraj jest na nowo podniecane przez Kościół. Propaganda jaką uprawiała misjonarka za swojego życia służąca samo promowaniu zamiast pomocy biednym od teraz kontynuowana jest z ołtarzy.
Trwa ładowanie komentarzy...